CA NOW
Jeep Compass: SUV
z rodowodem

Dla purystów Jeep Compass nie jest prawdziwym Jeepem, ja jednak uważam wręcz przeciwnie. To właśnie marka Jeep spopularyzowała samochody o właściwościach terenowych, które nie muszą być radykalnymi konstrukcjami opartymi na ramie. Są to pojazdy stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia lub po prostu zabiegających o to, by tak ich postrzegano.

Jakub Ziółkowski
Zdjęcia: Jakub Ziółkowski
Sport Utility Vehicle, czyli SUV, to samochód, który ma być przede wszystkim użytkowy i wszechstronny. W tym rodzaju konstrukcji połączono komfort auta osobowego z dzielnością terenówki, tyle że SUV nie ma wszystkich jej surowych cech. Zazwyczaj pojazd ten charakteryzuje się wyższym prześwitem oraz przestronnym nadwoziem. Za model, który realnie zdefiniował tę klasę i upowszechnił ją wśród masowego odbiorcy, powszechnie uważa się Jeepa Cherokee XJ.
Wprowadzony na rynek w 1984 r. Cherokee XJ zrewolucjonizowało branżę dzięki zastosowaniu innowacyjnej konstrukcji samonośnej typu Uniframe, która zastąpiła ciężką tradycyjną ramę. Dzięki temu auto stało się znacznie lżejsze, sztywniejsze i bardziej poręczne w codziennym miejskim użytkowaniu, nie tracąc przy tym zdolności w terenie. Kompaktowe wymiary, luksusowe jak na tamte czasy wykończenie wnętrza oraz dostępność mocnych silników, takich jak pancerny 4.0 R6, sprawiły, że XJ stał się wzorcem uniwersalnego pojazdu rodzinnego. Z każdą kolejną generacją Cherokee stawało się jednak coraz większe, dlatego w połowie lat 2000. Jeep postanowił powrócić do segmentu aut kompaktowych.
Pierwsza odsłona Compassa zadebiutowała w 2006 r. jako próba przyciągnięcia młodszych klientów. Jednocześnie zaprezentowano dwa modele bazujące na tych samych rozwiązaniach: odważnie stylizowanego Compassa oraz konserwatywnego Patriota. Oba oferowały napęd na przód lub prosty system 4x4. Kontrowersyjny design z obłymi reflektorami i niska jakość wykończenia pierwszej serii spotkały się z krytyką, co wymusiło duży lifting w 2011 r., upodabniający auto do większego Grand Cherokee.
Przełom nastąpił w 2016 r., wraz z debiutem drugiej generacji (MP), która zyskała znacznie dojrzalszy wygląd oraz nowoczesną platformę FCA Small Wide 4×4 LWB. Model ten stał się samochodem globalnym, produkowanym na kilku kontynentach. Konstrukcję tę Compass dzielił z takimi autami, jak: Jeep Commander, Alfa Romeo Tonale, Dodge Dart, Ram Rampage czy Fiat Toro. Platforma była niezwykle elastyczna pod kątem napędów – obejmowała jednostki benzynowe (wolnossące i turbo), diesle oraz hybrydy (zarówno miękkie, jak i typu plug-in). Compass stał się najlepiej sprzedawanym modelem bazującym na tej architekturze.
W zeszłym roku zadebiutowała najnowsza wersja, powstała już w ramach koncernu Stellantis. Bazuje ona na opisywanej ostatnio platformie STLA Medium. Korzystając z okazji, gdy chwilę mogłem pojeździć tym samochodem, postanowiłem sprawdzić, czy spełnia on obietnice marki i faktycznie jest prawdziwym SUV-em.
Siadłem za kierownicą podstawowej wersji silnikowej z bazowym pakietem wyposażenia, uzupełnionym o kilka przydatnych opcji. Po kilku dniach użytkowania doszedłem do wniosku, że konfiguracja ta – mimo że nie jest topowa – ma wszystkie najpotrzebniejsze udogodnienia. Patrząc na cenę katalogową samochodu, trzeba przyznać, że jest naprawdę dobrze. Silnik to znany i (nie)lubiany 1.2 Hybrid o mocy 145 KM. Na papierze osiągi nie wyglądają imponująco – 10,3 s do setki – jednak charakterystyka tej jednostki oraz jej zestrojenie sprawiają, że w zupełności wystarcza do codziennej jazdy. Wbrew temu, co piszą koledzy po fachu, silnik ten dobrze sobie radzi z samochodem o masie 1550 kg i takimi gabarytami. Motor elektryczny sprawnie wspiera 3-cylindrową jednostkę spalinową. Dla większości użytkowników będzie to satysfakcjonujący napęd, gdyż odpłaci się niskim spalaniem. Nie bójcie się go – nie jest to może szczyt inżynieryjnego wyrafinowania, ale pozytywnie zaskakuje w codziennej eksploatacji. A trwałość? Czas pokaże, ale na razie nie ma sygnałów, by jednostka ta miała powtórzyć niechlubną historię silników 1.2 PureTech.
Jakie były moje wrażenia z jazdy? Przyznam, że na początku nie czułem tego samochodu – układ kierowniczy nie jest bezpośredni, wydaje się wręcz nieco gumowy, co wymagało przyzwyczajenia. Skoro już o gumie mowa, wiele elementów wykończenia wnętrza zrobiono z tego materiału. Nadaje to kabinie dość surowy klimat, który jednak ma sens, biorąc pod uwagę potencjalne wykorzystanie tego samochodu.
Wracając do samej jazdy: o ile na gładkim asfalcie mógłbym mu co nieco zarzucić, o tyle na wszystkich innych nawierzchniach Jeep Compass świetnie się sprawdza. Tam, gdzie jakość utwardzonych dróg jest poniżej przeciętnej lub gdzie ich po prostu nie ma, samochód radzi sobie doskonale. Absolutnie nie trzeba przejmować się mniejszymi przeszkodami, zarówno w mieście, jak i poza nim. Prześwit jest wystarczający, a komfort jazdy – odpowiedni. Nie ma tu wielkiego wyrafinowania, jest po prostu dobrze. Sporo frajdy sprawiła mi jazda polnymi drogami przecinającymi nadbużańskie łąki.
Samochód oferuje kilka trybów jazdy, choć zabrakło wśród nich opcji skupionej na oszczędzaniu energii. Do dyspozycji mamy tryby: bazowy, sportowy oraz dwa terenowe. Trudno mi ocenić ich realną skuteczność, gdyż nie zapuszczałem się w bardzo trudny teren, a w lekkim błocie – mimo ich użycia – nie czułem się w pełni pewnie. W końcu auto nie ma 4×4 i jak na razie wygląda na to, że w Europie taki typ napędu trafi wyłącznie do topowej wersji elektrycznej.
Czy wobec tego Jeep Compass jest prawdziwym SUV-em? Oczywiście. Nawet bez napędu na obie osie dzielnie radzi sobie tam, gdzie zwykłe osobówki lub miejskie crossovery muszą zwolnić albo zupełnie się poddać. To zasługa miękkiego, wysoko zawieszonego podwozia oraz opon o wyższym profilu na 19-calowych felgach. Większości użytkowników w zupełności wystarczy to do aktywnego spędzania czasu poza miastem, bez udawania, że kiedykolwiek pojadą na rajd przeprawowy, podczas którego rama i reduktor byłyby faktycznie niezbędne.


Czytaj więcej