PRZEŁOMOWE WYNALAZKI
Przełomowe wynalazki: Piesek z kiwającą się głową

Przez lata zajmował honorowe miejsce za tylną szybą, oficjalnie w celu poprawy doznań estetycznych i humoru innych użytkowników drogi. W rzeczywistości jednak odpowiadał na egzystencjonalne pytanie: co zrobić z półką za tylną kanapą?

Mateusz Żuchowski
Takie specyficzne horror vacui towarzyszy automobilistom od momentu, w którym ewoluująca konstrukcja samochodu doprowadziła do powstania pustej przestrzeni pomiędzy zagłówkami kanapy a tylną szybą. Przez pewien czas ludzkość nie miała problemu z pytaniem, czym ją zapełnić, bo odpowiedź była oczywista: oto idealne miejsce na położenie kapelusza, obowiązkowego atrybutu każdego szanującego się mężczyzny od USA i RFN po NRD i PRL. Legenda głosi, że nawet kanclerz Konrad Adenauer wybrał w latach 50. Mercedesa 300 (W186), powszechnie nazywanego właśnie jego nazwiskiem, nie ze względu na górujące nad ówczesnym Rolls-Royce’em osiągi czy obecność telefonu i dyktafonu na pokładzie, lecz właśnie przez możliwość pomieszczenia kapelusza na głowie prominentnego pasażera siedzącego na tylnej kanapie bez konieczności zdejmowania go w wysokiej kabinie – a jeśli już ten rzeczywiście chciał zdjąć nakrycie głowy, to mógł je wygodnie położyć za sobą.
Spopularyzowanie tylnej półki w powojennych samochodach zbiegło się jednak w czasie ze schyłkiem mody na kapelusze. Tradycja ta walczyła o przetrwanie jeszcze do późnych lat 90., choć nie było łatwo, jako że pielęgnujących ją kierowców przezywano kapelusznikami i stali się oni symbolem określonego stylu jazdy. Mainstream szukał nowego zastosowania półki za tylną szybą. Postępowy Zachód przeznaczył ją jako miejsce na… papier toaletowy. Nie chodziło tutaj o obnoszenie się ze swoją życiową zaradnością w zdobywaniu tego dobra luksusowego, tak poszukiwanego w krajach bloku wschodniego. Była to wypadkowa czasów, w których rozwijająca się sieć autostrad prowadziła do coraz częstszych i dłuższych podróży prywatnym samochodem, a infrastruktura nie dojrzała jeszcze na tyle, by można było liczyć na regularne rozmieszczenie toalet. W imię przyzwoitości i chęci ubarwienia tej nadal mierzącej się z wieloma ograniczeniami rzeczywistości nawet po drugiej stronie żelaznej kurtyny zaradne panie domu ubierały rolki papieru w kolorowe pokrowce wydziergane na szydełku z włóczki. Co bardziej kreatywne potrafiły zamaskować obecność tego prozaicznego przedmiotu pod przebraniem na przykład kapelusza albo sukienki dla lalki. I ten atrybut tylnej półki miał jednak tylko stosunkowo krótką, przejściową karierę, naznaczoną powstawaniem nowych stacji benzynowych i – jak to się dzisiaj mówi – MOP-ów.
Przeznaczenie tylnej półki wyklarowało się ostatecznie pod koniec lat 60. Przyczynił się do tego niejaki Wolfgang Budwell z Biedefeld, który w 1965 r. zaprojektował największy hit w historii firmy Rackso – figurkę „Wackeldackel” (od niem. wackeln „kiwać się” i Dackel „jamnik”), w Polsce powszechnie nazywaną po prostu pieskiem z kiwającą się głową.
Polskie określenie zwracało uwagę na kluczową cechę nowego bohatera półek za tylną szybą. Flokowane zamszem figurki wyposażone były w główki zamontowane na sprężynującym ramieniu, dzięki czemu płynnie poruszały się one w osi pionowej w miarę napotykanych przez auto nierówności na drogach. Jako że w tamtym okresie ich nie brakowało, nawet podczas długich podróży można było liczyć na kojące – czy wręcz hipnotyzujące – kiwanie jamników ulokowanych w przestrzeni, której funkcja tak drastycznie się zmieniła z biegiem lat…
Szczyt popularności piesków z kiwającą się głową przypadł w Polsce na lata 80., po czym w kolejnych dekadach przeminęły one, tak jak i czasy, z których się wywodziły. Nigdy jednak nie wymarły do końca, a ich populacja w ostatnich latach tylko rośnie – choć już raczej nie na drogach, lecz na zlotach, Marketach Classicauto czy też ekspozycjach muzealnych, na których dzielą miejsce z meblościanką i farelkami.


Czytaj więcej