wywiad
POWRÓT
NA DOBRE TORY - wywiad z Michałem Kościuszko
Jako pierwszy Polak, który zwyciężył rundę WRC w klasie JWRC, zapisał się w historii motosportu. Późniejszy wypadek brutalnie przerwał ten etap kariery. Dziś Michał Kościuszko tworzy nowy rozdział – nie tylko jako kierowca, ale też mentor. Za kierownicą Audi e-trona GT mówi o pasji, pokorze i jeździe na serio.
Jak pierwszy Polak, który zwyciężył rundę WRC w klasie JWRC, czyli samochodem przednionapędowym, odnajduje się w aucie z napędem na cztery koła?
Rzeczywiście, początek mojej kariery, jak większość kierowców rajdowych, spędziłem w samochodach przednionapędowych. Potem pierwsze lata to mocne ośki, takie jak Škoda Felicia kit Car, czy później era samochodów Super 2000. W 2010 r. przesiadłem się już na stałe do aut 4-napędowych klasy Super 2000, by skończyć na samochodach WRC, które również mają napęd na cztery koła, oczywiście. Zawsze dobrze się czułem w ośkach, choć finalnie wolę auta 4-napędowe, bo dają znacznie więcej trakcji i na koniec dnia ta prędkość jest o wiele wyższa.

Michał Leja
Spędzasz dużo czasu na prawym fotelu samochodu, ucząc innych jeździć. Jak można porównać satysfakcję z uczenia do wygrywania?
To ogromna satysfakcja. Widok postępów kursanta – od podstaw po pierwsze sukcesy – daje mi dużą frajdę. Pracujemy nie tylko nad techniką, ale też nad psychiką. To jednak co innego niż rywalizacja. W sporcie ciśnienie jest większe, emocje intensywniejsze, a satysfakcja z wygranej — nieporównywalna. Można powiedzieć, że historia zatacza koło.
Byłeś mistrzem Polski w kartingu i po latach wracasz na tor. Nie tęsknisz za szutrem? Takie trasy zawsze przecież były Twoją bardzo mocną stroną: Meksyk, Sardynia, Portugalia, Argentyna, ale i Finlandia!
Zdecydowanie! Szuter to moja rajdowa miłość. Rajdy Sardynii, Meksyku, Argentyny – znam te trasy i uwielbiam je. Wracam też jednak do korzeni – od kartingu, przez rajdy, po tor wyścigowy. Niedawno wygrałem klasę w Porsche 911 Cup na Torze Poznań, do tego trzecie miejsce w generalce. Zacząłem analizować telemetrię, zmieniłem styl jazdy. To zupełnie nowe doświadczenie, choć równie ekscytujące. Zaczynam dzięki temu wykorzystywać takie elementy, jak docisk aerodynamiczny, który oczywiście w rajdach kategorii WRC czy Rally 1 jest dość mocno rozbudowany, ale wcześniej nie miałem z tym do czynienia.
Obok Daniego Sordo byłeś jednym z nielicznych, którzy walczyli z materią powracającego MINI do WRC…
W WRC to był niezły wynalazek. Fajne auto z piekielnie mocnym silnikiem, ale nigdy niedokończone przez Prodrive. Zabrakło im dużo budżetu na zakończenie tego auta. Kiedy sam wchodziłem do świata WRC, też nie miałem wystarczającego budżetu na mocniejsze rozwiązania i zdecydowałem, żeby takim samochodem WRC rzeczywiście wystartować.
Nie żałuję tej decyzji. Oczywiście, dało mi to ogromną satysfakcję, bo sam przeskok wtedy z samochodu PWRC, czyli grupy EN – Lancera – do auta WRC to był skok w kosmos. Potem w sytuacji bezpośredniej konfrontacji z innymi pojazdami WRC nie było to łatwe. MINI WRC po prostu się psuło i często musiałem je własnymi rękoma naprawiać. Wielu rajdów nie ukończyliśmy. Sezon zamknąłem za kierownicą Fiesty WRC, która była totalnie innym samochodem, jednym z lepszych aut rajdowych, którymi jeździłem. Szkoda, że nie załapałem się na erę Audi w WRC!

Michał Leja
Wróćmy na ziemię. Lub prawie na ziemię. Co trzeba zrobić, żeby jeździć służbowym Audi RS 6?
Zaczęło się od kooperacji z jednym z dealerów, potem dołączyłem do programu Audi Driving Experience. Dziś jeżdżę RS 6 na co dzień – moc, komfort, styl. Lubię tę markę i jej filozofię. Cenię też edukacyjny aspekt – szkolenie kierowców to coś, co naprawdę ma znaczenie.
Gdybyś miał porównać dość podobne na pierwszy rzut oka RS 7 z e-tronem GT Performance, to jakie dostrzegłbyś różnice w prowadzeniu?
Mówimy tutaj o dwóch współczesnych, ale zupełnie różnych samochodach. RS 7 to sportowa limuzyna, można tak ją nazwać, a Audi e-tron GT to z kolei co do zasady samochód – powiedzmy – klasy GT, ale jednak z napędem elektrycznym. Porównanie aut spalinowego i elektrycznego jest dość trudne. Spalinówka wspaniale brzmi, jest taką bardziej klasyczną propozycją, Ten wóz daje dużo frajdy z jazdy. Jest dość ciężki, ale ma bardzo dobre osiągi. A najcięższy jego element stanowi oczywiście duży silnik, ulokowany o wiele wyżej niż w e-tronie GT RS Performance.

Michał Leja
W e-tronie oczywiście są baterie na całej długości auta, środek ciężkości znajduje się bardzo nisko i e-tron zachowuje się mimo swoich wymiarów tak, jakby był przyklejony do drogi. Moment obrotowy jest dostępny wraz z każdym dotknięciem gazu, nie musimy czekać na przenoszenie mocy, na naładowanie się turbin. Wybór zależy od osobistych preferencji, bo oba auta są bardzo fajne, choć też jednocześnie bardzo inne.
Wiele osób pamięta dzień, gdy uległeś wypadkowi podczas rundy WRC w Niemczech, miałeś złamany kręgosłup. Jak to wpłynęło na Twoją jazdę, czy to zamierzchła przeszłość dla Ciebie, czy masz to ciągle z tyłu głowy?
Jeżeli chodzi o Rajd Niemiec, to niestety, był to mój ostatni udział w mistrzostwach świata i przedostatni rajd w karierze, jeżeli chodzi o ten ciąg startów, który trwał od 2002 lub 2003 r. nieprzerwanie. Złamałem kręgosłup kompresyjnie i musiałem się rehabilitować. Nie potrafiłem określić, kiedy mogę konkretnie wrócić do startów. Niestety, tym samym pociąg w kontekście sponsorskim odjechał.
Został ze mną jeden sponsor – Red Bull – który mimo tego, że nie mogłem startować, wspierał mnie w tej trudnej sytuacji, próbując znaleźć jakieś wyjście, tak bym mógł wrócić w końcu za kierownicę, To jednak nie wystarczyło. W tamtym momencie trochę się obraziłem na rajdy, stwierdziłem, że to wszystko jakoś potoczyło się nie tak, jak bym chciał, i że to może jest w jakimś kontekście niesprawiedliwe. Takie były fakty na tamten moment, więc przestałem myśleć w ogóle o rajdach i zacząłem zajmować się zupełnie czymś innym. No i ta przerwa trwała i trwała…

Michał Leja
Czy to dla Ciebie odległa przeszłość?
Oczywiście, że tak. Nie czuję jakiegoś rozgoryczenia związanego z tym, że gdyby nie ta sytuacja, to byłbym zupełnie gdzie indziej, czego bym nie mógł osiągnąć. Bardziej czuję radość z tego, gdzie byłem, kogo poznałem, co przeżyłem, w jakich rajdach wziąłem udział, no i czego mogłem doświadczyć. Jestem w gruncie rzeczy zadowolony z tego, co było. Nie czuję się sfrustrowany tym, co mnie potencjalnie ominęło.
Czy masz poczucie, że my, Polacy, zbyt często zawierzamy samej technice, zapominając o „skillach”? Jak oceniasz świadomość kierowców bardzo szybkich aut, których jest coraz więcej?
Rzeczywiście jest tak, że wielu kierowców kupujących supersamochody czasami ma błędne przeświadczenie o tym, że razem z nimi nabywają wyjątkowe umiejętności. Zazwyczaj osoby kupujące takie auta to ludzie, którzy odnieśli sukces w tej czy innej dziedzinie życia lub biznesu. No i niesłusznie przekładają ten swój „skill” i umiejętność rozwiązywania różnych sytuacji na prowadzenie samochodu. Na szczęście spotykam coraz więcej osób, które jednak są świadome tego, że kupienie supersamochodu nie jest tożsame ze zdobyciem wiedzy niezbędnej do jego prowadzenia. Takie naprawdę szybkie auta można porównać wręcz do posiadania broni. Jeżeli wykorzystuje się je w niewłaściwy i nieświadomy sposób, to mogą stanowić realne zagrożenie głównie dla samych posiadaczy tych samochodów, jak i – oczywiście – postronnych osób.

Michał Leja
Dzięki doskonałym produktom finansowym coraz więcej osób jest w stanie kupić mocny, szybki samochód. Jaka jest Twoja rada dla kogoś, kto wsiada do nowoczesnego, ale i szybkiego auta i wyjeżdża nim z salonu?
Porównałbym to nawet z nabyciem broni lub psa z tych trudniejszych do ułożenia, zatem trzeba się wiele nauczyć, wchodząc w tę sytuację, bardzo poważnie ją potraktować. Fizyki nie da się oszukać. Jeżeli kupujemy szybki samochód i mamy na to budżet, to polecam jeszcze część tych pieniędzy przeznaczyć na szkolenie na torze. Najlepiej właśnie na torze, pod okiem doświadczonego instruktora. To nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale też zrozumienia, co potrafi auto i jak je kontrolować. Audi Driving Experience to świetne miejsce, żeby zacząć. Jednak niezależnie od marki warto zainwestować w siebie. To nie tylko rozsądne, ale też niesamowicie satysfakcjonujące.

Michał Leja
Audi RS e-tron GT Performance – zużycie energii elektrycznej w cyklu mieszanym od 18,7 kWh/100 km do 20,8 kWh/100 km, emisja CO₂ 0 g/km (WLTP)