KLASYKI NA START
Hot hatch z Francji. Czy Renault 5 GT znikło w cieniu Peugeota 205 GTi?

Hot hatch to taki ciekawy rodzaj samochodu, gdyż pozornie wygląda jak kompakt do wożenia zakupów i dzieci do szkoły, lecz po zniknięciu za zakrętem zdejmuje biały t-shirt i zakłada zawadiacki kolorowy ortalion. Na świecie są ludzie, którzy takie samochody uwielbiają albo jeszcze o tym nie wiedzą. Tomek już wie.

Michał Reicher
Tomek Śleziak z motoryzacją ma po drodze właściwie od zawsze, natomiast francuskie samochody nigdy go specjalnie nie pociągały. Zdecydowanie bardziej interesowała go włoska i japońska myśl techniczna, ale nie było pod żadnym pozorem tak, że do tej francuskiej miał jakiś uraz. Po prostu, kiedy człowiek czegoś nie wie, to z jednej strony lepiej śpi, ale z drugiej właśnie nie wie, co przez to traci.
Adam Mikuła
Pewnego dnia na niebie coś rozbłysło, płyty tektoniczne zamieniły się miejscami, zerwał się wiatr, strzelił piorun i po wszystkim wyszło słońce – piękne Renault 5 GT Turbo właśnie zaparkowało u Tomka pod domem. Jak to się stało, że nagle skierował swoje uczucia w tę stronę?
Adam Mikuła
w stronę rywalizacji
Turbo „piątka” z jednej strony była wyborem całkowicie nieplanowanym, a z drugiej – starannie przemyślanym. Zaczęło się od chęci podjęcia startów w Classicauto Cup, w którym raczej nie jeżdżą przypadkowe fury. To z kolei zrodziło w głowie Tomka pomysł na rozpoznanie niszy, do której do tej pory nie zaglądał, czyli „ejtisowych” i „najntisowych” hot hatchy – wszak czy powstał kiedykolwiek lepszy rodzaj samochodu do zamiatania ciasnych wiraży na torze? Być może, ale jest jednak duże prawdopodobieństwo, że nie.
Adam Mikuła
Jak sam mówi o sobie, Tomek unika szeroko rozumianego mainstreamu i raczej idzie zdecydowanie pod prąd. Dlatego też nie skończył z Peugeotem 205 ani Volkswagenem Golfem GTI. Obu co prawda nie można odmówić wyrafinowania – nieprzypadkowo mają całe tabuny swoich amatorów. Tylko że Tomka nie kręci jeżdżenie tym, czym wszyscy wokół, dlatego szukał czegoś innego. Czegoś znacznie mniej oklepanego.
Adam Mikuła
Zaczęło się przekopywanie internetu wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu inspiracji, a zainteresowanie skupiło się na Renault 5 i jego usportowionych wersjach. Im więcej Tomek dowiadywał się na temat tego auta, tym bardziej dochodził do wniosku, że jest to właściwy kierunek. Pojawił się tylko jeden, niewielki problem – podaż. Niestety, francuskie samochody, może z wyjątkiem Peugeotów przełomu lat 80. i 90., nie słynęły z długowieczności, dlatego wybór egzemplarzy okazał się wyjątkowo skromny, a właściwie zerowy. Dla przypomnienia Tomek nie rozglądał się za zwykłą „piątką”, lecz jej usportowionymi wersjami, aby spełnić kryteria hot hatcha. Łatwo nie było, ale w końcu szczęście się uśmiechnęło – znalazł w Finlandii piękny egzemplarz Renault 5 GT Turbo z 1989 r. Żeby ostatecznie trafić w to miejsce, potrzeba było długich wieczorów spędzonych na przeglądaniu specjalistycznych forów i stron internetowych, niemniej w życiu nie zawsze chodzi o to, aby było łatwo. Pasja przecież zaczyna się tam, gdzie kończą się rozsądek i ekonomia.
Subtelna różnica?
Aby uniknąć nieporozumień, rozstrzygnijmy na początku jedną wątpliwość. Mianowicie Renault 5 GT Turbo to nie ten sam samochód, co Renault 5 Turbo. Ten drugi jest wersją homologacyjną rajdowego potwora, z centralnie umieszczonym silnikiem i napędem na tylną oś. Określenie go hot hatchem stanowiłoby obrazę – to jakby nazwać Ala Capone złodziejaszkiem. Tak czy inaczej, zatrzymajmy się na moment przy samej koncepcji usportowionego Renault 5, bo to samochód zdecydowanie godny tego, aby poświęcić mu przynajmniej kilka linijek tekstu. O ile, jak wcześniej wspomniałem, z pojęciem „hot hatch” są kojarzone głównie takie wozy, jak Peugeot 205 czy Volkswagen Golf, o tyle historycznie to właśnie Renault 5 w wersji Alpine zostało pierwszym autem, o którym można było tak powiedzieć. Przy czym mówimy tutaj jeszcze o pierwszej generacji „piątki”, podczas gdy egzemplarz Tomka prezentuje już drugą, produkowaną od połowy lat 80. Renault 5 Alpine powstało w roku 1976, a jego silnik o mocy 93 koni mechanicznych pozwalał mu zamknąć pierwszą setkę po niespełna 10 s. Czy to jest już wystarczająco dobrze? Nigdy nie jest aż tak dobrze, aby nie mogło być jeszcze lepiej, dlatego niedługo później do usportowionego modelu 5 dorzucono turbosprężarkę – po kilku latach wyewoluowała z niej wersja 5 GT Turbo, którą w Finlandii kupił Tomek.
Adam Mikuła
Adam Mikuła
Adam Mikuła
To właśnie wykorzystanie turbodoładowania sprawiło, że Renault 5 na tle innych hot hatchy było pojazdem szczególnym i wartym wyróżnienia. Wspominałem, że Tomek trzyma się daleko od sztampy? Uturbione Renault w porównaniu z innymi małymi sportowcami wymagało swego czasu największego kunsztu w prowadzeniu. Nagłe uderzenie niutonometrów potrafiło wyrwać kierownicę z dłoni albo w ogóle całe ramiona z tułowia. Dla jednych taka charakterystyka stanowi wadę, dla Tomka – ogromną zaletę. Jazda ma być procesem wymagającym interakcji z maszyną, a nie bezduszną czynnością, sprawiającą, że kierowca stanowi jedynie wypełnienie fotela. Renault komunikuje się z prowadzącym czasami wręcz brutalnie, ale dzięki temu relacja ta staje się jeszcze bliższa.
KOLORY PASJI
Chociaż Tomek nie łączy pasji z życiem zawodowym, to przyjemna kolorystyka jego Renault mogłaby robić za godną reklamę jego firmy – Colors of Design. Niemniej, zapytany o ewentualne powiązanie projektów, szybko rozwiał moje wątpliwości. Co nie znaczy, że na swój sposób obie płaszczyzny ze sobą nie kooperują. Prowadzenie firmy zapewnia odpowiednie środki, te zaś można zainwestować w swoją pasję, która z kolei oczyszcza głowę, a to w dalszej kolejności poprawia wydajność, co przekłada się na większą efektywność pracy. Wygląda więc na to, że pojęcie perpetuum mobile istnieje.
Skupmy się na dłuższą chwilę na Renault 5 GT Turbo Tomka. Samochód został kupiony w Finlandii, gdzie u jednego właściciela spędził dokładnie ćwierć wieku. Zazwyczaj, kiedy auto przez tyle lat znajduje się w jednych rękach, jest również odpowiednio zaopiekowane. Tak też było i w tym przypadku.
Adam Mikuła
„Piątka” została kilka lat temu poddana blacharskiej renowacji, dzięki czemu na tym polu nie potrzebowała dodatkowej uwagi. Samochód wymagał natomiast nieco więcej czułości na płaszczyźnie mechanicznej. Tomek nie bawi się w półśrodki i druciarstwo, zwłaszcza w tak unikatowym wozie, dlatego prace poszły szerokim frontem, z wymianą turbosprężarki włącznie. Nie licząc bieżącego serwisu, nowy właściciel poprawił nieco fabrykę, zakładając większy intercooler i odpowiednio „strojąc” do tego układ zasilania. W rezultacie wóz na hamowni wypluł moc 138 KM, czyli o ponad 10% więcej od fabrycznej.
Adam Mikuła
Jednak to nie mechaniczny szlif sprawił Tomkowi największą radochę – było nią uzupełnianie auta o typowe dla tego modelu gadżety, dzięki czemu nabrało ono unikalnego charakteru. Do środka wpasował się oryginalny czerwony dywan, jak niebiosa przykazały. Ponadto nieco smaczku dodało też akcesoryjne radio Blaupunkt G4 dostosowane właśnie dla Renault, czy dodatkowe rajdowe chlapacze z epoki.
Adam Mikuła
Samochód został więc z jednej strony nieco spersonalizowany, z drugiej zaś – jest zachowany w należycie oryginalnym stanie. Przyjemną wisienką na torcie był otrzymany od poprzedniego właściciela z Finlandii worek takich przedmiotów, jak dokumentujące historię wozu książki serwisowe, faktury i inne zbierane przez lata papiery.
Z każdym samochodem wiąże się jakaś ciekawa anegdota i nie inaczej jest również w tym przypadku. Kojarzycie motyw znany z niemieckich tablic rejestracyjnych, że za odpowiednią opłatą można zamówić konkretny układ znaków? Tak samo można było zrobić w Finlandii, a że egzemplarz Tomka pierwotnie zakupił fiński dealer Renault, szarpnął się na tablice rejestracyjne: „GT - 5”.
Adam Mikuła
Jeszcze w tym samym 1989 r. Renault 5 GT Turbo trafiło na łamy najstarszego fińskiego czasopisma motoryzacyjnego „Vauhti Maailma”. W tłumaczeniu na polski słowa te oznaczają „Szybki świat”, połączenie jest zatem trafione w punkt. Ponadto w trakcie swojej ponad 30-letniej kariery „piątka” była regularnym bywalcem różnych imprez i zlotów na terenie Finlandii. Oryginalne tablice rejestracyjne „GT - 5” trafiły natomiast do garażu Tomka wraz z innymi gadżetami przekazanymi przez poprzedniego właściciela.
Po przeprowadzeniu odpowiednich napraw Tomek nie zdążył jeszcze auta porządnie dotrzeć – w 2024 r. nakręcił nim co prawda nieco kilometrów, ale najlepsze, czyli Classicauto Cup, jeszcze czeka na swój właściwy moment. Renault 5 nie jest zresztą jedynym samochodem w posiadaniu Tomka, a każdy trzeba co jakiś czas przewietrzyć, aby nie sparciały uszczelki w gaźniku. Każdy jest inny i zapewnia zupełnie różne doznania. Ale o tym innym razem!


Czytaj więcej