HISTORIA JEDNEGO ZDJĘCIA
Historia jednego zdjęcia: Jaguar
za żelazną kurtyną
Rafał Sękalski
Zdjęcie: Archiwum Grupy MTP
Na czarno-białej fotografii z XXXV Międzynarodowych Targów Poznańskich w 1966 r. premier rządu Józef Cyrankiewicz stoi przy Jaguarze E-Typie odrobinę dłużej, niż wymagałby protokół. W tym jednym kadrze spotykają się dwa światy: brytyjski symbol nowoczesności i Polska Ludowa, która na co dzień oglądała motoryzacyjny Zachód przez grubą szybę ideologii. To zdjęcie ma w sobie coś więcej niż tylko historyczny urok. Jest zapisem chwili, w której marzenie na czterech kołach na moment przekroczyło żelazną kurtynę.
W latach 60. Międzynarodowe Targi Poznańskie były dla polskich miłośników motoryzacji czymś w rodzaju okna na inny świat. Można było tam zobaczyć samochody, które dla większości obywateli PRL-u pozostawały równie odległe, jak zachodnie autostrady czy kolorowe katalogi dealerów. E-Type musiał szczególnie mocno działać na wyobraźnię. Nawet dziś trudno przejść obok niego obojętnie, a co dopiero wtedy, gdy na ulicach dominowały Warszawy, Syreny i pojedyncze importowane Mercedesy dla aparatu państwowego.

Legenda mówi, że po jednej z takich wizyt Cyrankiewicz – znany ze słabości do brytyjskich samochodów – szczególnie mocno zapamiętał właśnie Jaguara. W kręgach władzy zaczęły potem pojawiać się kolejne „koty”, z których najlepiej udokumentowany jest późniejszy Mark X. Sam premier miał szczególnie cenić brytyjską motoryzację, a Jaguary, inaczej niż niemieckie limuzyny, niosły ze sobą nie tylko reprezentacyjność, ale też pewien osobisty urok.

Najpiękniejsze w tej historii jest jednak to, że nie kończy się ona w rządowych garażach. Państwowe Jaguary po kilku latach służby trafiły do zakładów Stomil w Olsztynie i Dębicy. Tam zaczęło się ich drugie, zupełnie nieoczywiste życie.

W realiach PRL-u brytyjski symbol luksusu stał się narzędziem polskiego przemysłu. Z racji zbliżonego rozmiaru kół Jaguary wykorzystywano do testów opon przeznaczonych do Żuków i Warszaw, a także nowoczesnych radialnych D-124, które miały stać się dumą polskiego eksportu. To brzmi jak motoryzacyjny surrealizm, ale właśnie dlatego ta historia jest tak dobra. Samochody stworzone do szybkiej jazdy po zachodnich autostradach sprawdzały ogumienie do użytkowych aut socjalistycznej Polski. Jedna z relacji mówi nawet o bardzo szybkim przejeździe takim „rządowym kotem” z Olsztyna, z prędkością rzędu ponad 200 km/h – w czasach, gdy na większości polskich dróg samo przekroczenie 100 km/h wydawało się czymś abstrakcyjnym.

W połowie lat 70. Stomil uznał, że korzystanie z Jaguarów przestało mieć sens. W 1975 r. rozpisano na nie przetarg, a samochody rozjechały się po Polsce, trafiając w prywatne ręce. Jedno z tych aut – czarnego S-Type’a 3.8 – kupił kierowca testowy z Olsztyna, Marek Kalitowicz, człowiek, który znał te wozy jeszcze z czasów służbowych jazd. Inne – Mark X – trafiło do kolekcjonera spod Tarnowa. Kupca znalazł również E-Type. O ile dwa pierwsze są obecnie w rękach polskich właścicieli, o tyle dalsze losy E-Type’a prowadzą już prawdopodobnie za granicę.

To piękna, niemal literacka pointa: samochody, które zaczynały jako zachodnie marzenie premiera, przeszły przez państwowy aparat i przemysłową codzienność, by na końcu stać się prywatną pasją.


Czytaj więcej