KLASYCZNY STYL

Mroczna historia żonobijki
Wraz z końcem lata znów schowa się pod warstwami ubrań, choć jeszcze niedawno grała pierwsze skrzypce. Koszulka bez rękawów z prążkowanej bawełny to popularny element męskiej garderoby, który niewątpliwie zakorzenił się w popkulturze — głównie za sprawą swojej potocznej nazwy: „żonobijka”.
W najpopularniejszej formie to ubranie pojawiło się w 1935 r. w Chicago, kiedy firma Cooper’s Inc., znana głównie z produkcji wełnianych skarpet, wprowadziła na rynek slipy. Wcześniej męska bielizna ograniczała się do jednoczęściowych trykotów, kalesonów i kombinezonów. Nowy model okazał się strzałem w dziesiątkę – w krótkim czasie sprzedano 30 tys. par. Uzupełnieniem slipów stała się koszulka typu A-shirt, czyli skrót od „athletic shirt” – lekkiego bawełnianego topu bez rękawów. Szybko zdobyła popularność, a za Cooperem poszły inne marki, wypuszczając własne wersje. Jednak to nie określenie „A-shirt” przyjęło się na dobre. W języku angielskim ubranie to funkcjonuje dziś jako „tank top”. Nazwa pochodzi od dwuczęściowych strojów kąpielowych noszonych niegdyś przez pływaków – z koszulką bez rękawów, przypominającą właśnie dzisiejszy tank top. Co ciekawe, dawne baseny po angielsku nazywano „tankami” (czyli zbiornikami na wodę). Popularność tej nazwy przypisuje się jednak kobietom, które w 1912 r. podczas letnich igrzysk olimpijskich w Szwecji wystąpiły w podobnych koszulkach, wywołując obyczajowy skandal. Ta historia nadała ubraniu, jak i nazwie rozgłos.
Z czasem ta część garderoby zaczęła być kojarzona z klasą robotniczą i imigrantami, którym przypisywano różne stereotypy. Choć nazwa „żonobijka” może brzmieć prześmiewczo, jej geneza ma zaskakująco mroczne tło. Określenie to pochodzi z języka angielskiego i po raz pierwszy pojawiło się w 1947 r., kiedy to James Hartford Jr. został aresztowany w Detroit za śmiertelne pobicie swojej żony. O sprawie zrobiło się głośno w mediach – gazety opublikowały zdjęcie mężczyzny w poplamionym białym podkoszulku z podpisem „wife-beater” (czyli „żonobijca”). Wkrótce określenie to przylgnęło do samego ubrania. Choć koszulkę typu A-shirt nosiło wielu mężczyzn, osoby z wyższych sfer nie pozwalały sobie na publiczne pokazywanie się w samej bieliźnie. W przeciwieństwie do nich przedstawiciele niższych warstw społecznych (pozbawieni sztywnych konwenansów) chętnie zakładali takie podkoszulki na co dzień, szczególnie w upalne dni. Ubranie to było często kojarzone z włoskimi imigrantami, którzy mieli zwyczaj noszenia go na zewnątrz. Popularność żonobijki utrwalił również Stanley Kowalski – bohater grany przez Marlona Brando w sztuce i filmie „Tramwaj zwany pożądaniem”. Jego brutalna postać tylko umocniła stereotypowe skojarzenia z tym charakterystycznym białym podkoszulkiem. Jednocześnie ubranie to stało się czymś pociągającym. W końcu źli chłopcy zawsze wzbudzali zainteresowanie każdej płci.

Jeszcze niedawno podkoszulek bez rękawów kojarzył się z toksyczną męskością, klasą robotniczą albo pijanymi wujkami na weselu. Dziś jednak ten top wrócił do łask jako pełnoprawny element garderoby – zarówno męskiej, jak i damskiej. Już nie jako część bielizny, lecz warstwa wierzchnia. I trudno się dziwić, bo ma sporo zalet. Jest tani, elastyczny dzięki prążkowanej strukturze i przewiewny. To świetny basic, który mogę polecić każdemu.
Czy jego widok powinien jeszcze kogokolwiek oburzać? Raczej nie. A czy samo nazywanie go żonobijką powinno budzić sprzeciw? To pozostawiam indywidualnej ocenie. W czasach przesadnej poprawności łatwo stracić dystans, ale warto wiedzieć, skąd ta nazwa w ogóle się wzięła.